game

game

czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 4

Krótkie info od autorek, od teraz Skowronek Kropkowaty o Vincent Amelinium

Armin
Kawa od Noemki szybko się wypiła. Kurczę mać. Nie lubię, gdy kawa jest wypita.
A kubki się nazbierały, a to mnie denerwuje i chyba byłem zmuszony do tego, aby ruszyć dupę i odnieść ten chłam. Tylko kurczę, a co jak upadnę i rozbiję? No, niemożliwe, bo jestem super-Arminem (tutaj wyobrażacie sobie mnie z peleryną, z prześcieradła, ale jednak) i odniosę kubki szybko, sprawnie i z takim puuuuf.
Więc tłukłem się na dół w pelerynie z prześcieradła i okularami przeciwsłonecznymi (byłem w pomieszczeniu i powoli na zewnątrz robiło się ciemno, powiem szczerze, że gówno widziałem, ale chciałem wyglądać, tak wiecie, cool). Kubek, drugi kubek, kołyszą się, ale nie upadną, nie pod moją opieką! stopa w dół, druga. Ale mam super skarpetki w astronautę!
Okej, odniosłem. Wracając spojrzałem na salon, w którym te dwa dziwaki siedziały i bóg jeden wie, co robili. To znaczy, ja po chwili wiedziałem, heheheh. Stałem więc w pelerynie i super masce (okulary i prześcieradło) w drzwiach i nie byłem pewny, co widzę przez te super okularki. To były chyba dwa ciała robiące dziwne rzeczy ( ͡° ͜ʖ ͡°).
Nagle jedno pada w dół (pewnie z wrażenia, heh) i chyba patrzy się na mnie.
-Ocipiałeś? - usłyszałem anielski głos jedynej kobiety w tymże pomieszczeniu.
-Tak - Powiedziałem, po chwili ściągnąłem okulary, uśmiechnąłem się szyderczo - Tak, ocipiałem - dopowiedziałem bez okularów. Brakowało tu takiego "yeaaaaaaah!" i gitary elektrycznej,a le wiecie, o co chodzi. Po wypowiedzeniu swojej kwestii wziąłem kraniec peleryny, zarzuciłem na siebie i szybko pobiegłem na górę, tak wiecie, jakbym zniknął nagle.
Potem już trochę na górze słyszę głos Alexy'iego i coś typu "Coś ty mu dosypała do kawy?".
Heheheh, szczyptę miłości. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
No wiecie, głupio sobie żartuję, wolno mi. Zawsze mam głupkowaty nastrój po kawie. Lubię jeszcze czekoladę. Ale nie białą. Gorzkiej też nie. Chyba z orzechami najlepsza. Puściłem sobie w pokoiku Nataszę "Rolowanie".
wielki mi big deal,
after czy before,
podniósł mi sie floor
face demolation!

Jeestem głupi. Śmiesznie mi. Dobra, kurczę, wróciłem do gry. Ani śladu po Shadow Hunterze. Wciąż offline. Heheh, głupi fajfus. Jestem lepszy. Chociaż wciąż nie do końca rozumiem jego strategii. Spotykam go w kilku grach i zawsze wszystko co ma jest ofensywne, a co dziwniejsze, często i gęsto (dobra zawsze, tylko ze mną czasem przegrywa, to pewnie dlatego, że jestem super)wygrywa nawet z ludźmi o wyższych rangach. Głupia bagieta musi mieć jakąś cholerną strategię.
W końcu słyszę koniec tej głupkowatej muzyczki z Just Dance 6 i ten delikatny głosik "iść muszę, towarzyszu, lecz nie martw się, widzimy się wkrótce, bo wygląda na to, że jakiś mój fagas mnie wypatroszy!" (tak naprawdę powiedziała, że jakiś Nick ją zabije). Wyskoczyłem wtedy na środek tej sceny, przybrałem wystraszony wyraz twarzy i pokazując palcem na Alexy'iego (który przypominam, wtedy wciąż był gejem) i krzyknąłem:
-Nie pozwól odejść swojej... eee... - tutaj sytuacja zaczynała się komplikować - wiesz, o co chodzi! Nie pozwól odejść jej na ból i rozpacz i miłościobójstwo, adoracjobójstwo, kurwa, sam nie wiem - popatrzyli się na mnie jak na narkomana. Wtedy sztucznie się uśmiechnąłem i zapytałem Noemki jak jej minął u nas dzień i pochwaliłem jej kawę. Że była słodka i taka przyjemna. Popatrzyła się na mnie z takim strachem, przerażeniem i szokiem na twarzy i wypowiedziała głosem aniołów "idź się lecz".
Ja zawsze wiedziałem, że ona mnie kocha. 8)
- Właśnie dlatego - Niebieskowłosy rycerz powiedział swym "męskim" głosem i zmarszczył brwi - wcześniej cię do nas nie zapraszałem. On jest niemożliwy.
- Ale kto, ja? - wybałuszyłem oczy i popatrzyłem się głupio na nich - Czy znowu narzekasz na Rocketa? No, niezły nicpoń! - Rocket to nasza fretka. Alexy uderzył sobie facepalm'a. Głupi Alexy.

Noemka

Kończy się kolejna piosenka w tej idiotycznej grze tanecznej. Może to jest głupie i banalne, ale nie powiem wciąga. Czasem potrzebna jest taka odskocznia od prawdziwych meczy i potyczek na śmierć i życie.
-Dobra Alexy, tym razem na serio muszę spadać, bo Nick mnie zabije.- Mówię i żegnam się z niebieskowłosym. Ten mój "kochany" braciszek nie tylko pewnie na mnie naskarży, ale również postara się uprzykrzyć mi tą karę jeszcze bardziej. Mam go dość, jest irytujący, głośny, infantylny, jednym słowem idiota.  A skoro o infantylnych idiotach mowa... Armin wyskakuje na środek salonu o mało nie zabijając się przez to, że nadepnął na róg prześcieradła, które zarzucił na siebie w taki sposób, aby przypominało pelerynę. Udaje wystraszonego i pokazuje palcem Alexego.
-Nie pozwól odejść swojej... eee...  Wiesz, o co chodzi! Nie pozwól odejść jej na ból i rozpacz i miłościobójstwo, adoracjobójstwo, kurwa, sam nie wiem.- Co ty bredzisz? Naćpałeś się czy co? Takie zachowanie jest nielogiczne, w ogóle on cały jest nielogiczny, jest jakby wyrwany z siedmiu różnych kontekstów naraz. Nie jestem w stanie pojąć jego zachowania, rozumowania (jeśli to coś w ogóle rozumuje). Styki mi się zgrzały, tak to można określić . Zaczyna coś tak bredzić o kawie jaką zrobiłam i jak minął mi pobyt u ich w domu, a robił to tak chaotycznie, żadnego ładu czy składu. Zero logiki, powoli zaczynam się bać gościa, takiemu to nawet dożywotni pobyt w psychiatryku nie pomoże. Patrzę na niego jak na kosmitę.
-Idź się lecz.
-Właśnie dlatego wcześniej cie do nas nie zapraszałem. On jest niemożliwy.- Alexy marszczy brwi, jest zażenowany. Jeśli określenie "niemożliwy" oznacza chorego na psychikę człowieka, który nie nadaje się do życia w społeczeństwie, to tak, Armin w takim wypadku jest niemożliwy. Podziwiam Alexego, ja bym chyba takie dziwadło zamknęła na strychu, już wolę mojego wrzoda na dupie. Chciałabym się cofnąć do chwili gdy brat Alexego był tylko jedną z wielu szarych nic nie znaczących osób z mojej klasy, na którego nie zwracałam w ogóle uwagi.
Armin coś tam jeszcze gada, a Alexy strzela facepalm'a. Nie dziwię się, szybko znikam i pędzę na przystanek, aby jak najszybciej znaleźć się w znacznej odległości od tego indywiduum, a to podobnie ja jestem dziwna.

Brama od mojego domu otwiera się automatycznie, przechodzę przez nią, otwieram drzwi i załączam swój tryb ninja, ale niestety poruszanie się bezszelestnie w realu nie jest moją mocną stroną. Teraz tylko przemknąć do pokoju gościnnego nie wpadając na tego gnoma. Moje nerwy są już wystarczająco zszargane lepiej je oszczędzać i tak czeka mnie wysłuchiwanie tyrady, która spisana mogłaby zajmować około 50 stron jak nie lepiej.
Nagle przez głowę przełazi mi pewna myśl… Moja matka słynie z roztrzepania i czasem zapomina potrzebnych rzeczy przez zwykłe roztargnienie. Może (chociaż jest to złudna nadzieja) zapomniała o pewnym malutkim, metalowym, nic nie znaczącym kluczyku? Nadzieja zawsze umiera ostatnia (w tym wypadku pomijam fakt, że nadzieja nazywana jest też matką głupich). Postępuję nielogicznie, zdaję sobie z tego sprawę, bo wiem, że to się nie uda, ale i tak chcę spróbować. Za dużo czasu spędziłam z Arminem, psychoza powoli zaczyna mi się udzielać. Jeśli mi się uda i wreszcie (wreszcie!!!) zagram w prawdziwą grę, z prawdziwymi emocjami i wyzwaniami, to raczej mój sposób myślenia powinien wrócić do normy.
Już mam otworzyć drzwi od sypialni rodziców gdy słyszę:
-A co ty tu robisz?-Odwracam się gwałtownie i widzę Nicka, który szczerzy się do mnie jak szatan. Taki uśmiech nie wróży dla mnie nic dobrego. –Czyżbyś szukała tego? –Wyjmuje z kieszeni mały kluczyk i macha mi nim perfidnie przed nosem.  Moje oczy pewnie przypominają teraz dwa półmiski, niewiele myśląc (no dobra w ogóle nie myśląc, chyba pierwszy raz w życiu) i rzucam się po klucz od mojego życia. Niestety gnom w porę unosi rękę do góry, tym samym sprawiając, że ten mały przedmiot jest poza moim zasięgiem. Może Nick i jest ode mnie młodszy o dwa lata, ale na moje nieszczęście to jego natura obdarzyła wzrostem i jest ode mnie o głowę wyższy (dla mnie jednak zawsze będzie małym gnomem). Nie jesteśmy do siebie podobni. On ma ciemne włosy po matce, które związuje w kitkę. A jego nos jest oprószony piegami. Ja wdałam się w ojca, mam bladą skórę, włosy, których barwa stoi pomiędzy brązem a rudym. Nie mam piegów i pomimo tego, że to ja jestem ta starsza patrząc na nas można by pomyśleć, że jest na odwrót. Łączy nas jedynie kolor tęczówek : szmaragdowa zieleń z drobnymi złotymi cętkami.
-Skacz karzełku.-Śmieje się ze mnie. Może i jestem zdesperowana, ale swój honor mam. Posyłam mu mordercze spojrzenie i kopię go z całej siły w piszczel, syczy z bólu i kuli się lekko dzięki czemu mogę mu wyrwać klucz z dłoni. Zasłużył sobie, pędzę ile sił do Nory, słyszę, że ten wrzód na dupie pozbierał się i biegnie za mną. Rzucam się do drzwi, wkładam kluczyk i… Kurwa! Nie pasuje. Czerwienieję ze złości, wściekłość we mnie aż kipi.  Za to Nick pokłada się ze śmiechu.
-Ale masz minę! Haha, tak się wkręcić.- Nie no trzymajcie mnie, chyba zatłukę gnoja… Ale niestety całą pozostałą mi energię wykorzystałam na szaleńczy bieg do Nory, dlatego posyłam mu tylko jadowite spojrzenie i pełznę do salonu (który jest najbliższym pomieszczeniem z czymś na czym można się położyć) po czym padam jak długa na kanapę. Kiedy indziej pokaże mu gdzie jego miejsce, na razie nie mam na to siły. Postanawiam uciąć sobie drzemkę, trzeba jakoś funkcjonować gdy matka znów będzie się na mnie wydzierać…

Rano czuję się dziwnie. Powieki mi nie opadają, cieni pod oczami nie muszę tuszować. Nie ciągnę nóg za sobą, a kawę piję z przyzwyczajenia, a nie dlatego, żeby przywrócić mnie na skraj używalności. Dawno tyle nie spałam, zwykle sen zajmował mi godzinkę góra dwie (no nie licząc odcięć). Może dla innych taki stan rzeczy jest normalny, ja jednak przyzwyczaiłam się do mojego trybu życia i to wszystko wydaje mi się dziwne.
W szkole nudzę się jak jeszcze nigdy w życiu. Wcześniej większość mojej uwagi zajmowało to, żeby nie zasnąć na ławce, powieki nie opadały i w ogóle przetrwać. Dziś jednak jestem pozbawiona mojego głównego zajęcia, więc z nudów przyglądam się mojej klasie. Jest to naprawdę dziwna zbieranina. Na pierwszy ogień weźmy taką Iris. Jest leworęczna, ma dysleksję, przez którą często oblewa sprawdziany, często też trudno jej się skupić. Najpierw mówi potem myśli i sprawia pozory „słodkiej idiotki”. Nie wiem po jaką cholerę i co chce przez to osiągnąć, ale nie obchodzi mnie to.
Następną osobą  na liście tych, których rozumowania nigdy nie zdołam pojąć jest Rozalia. Moim zdaniem jej osobowość jest płaska jak decha. Niby interesuje się modą, projektuje ubrania, szyje i zajmuje się innymi duperelami, moim zdaniem jest pusta jak wydmuszka. Nie chodzi mi o to, że patrzy tylko i wyłącznie na wygląd i popularność (co po części jest trochę prawdą) ale o jej osobowość, a dokładnie jej brak. Zachowuje się jak przykładowa dziewczyna, ma zainteresowania jak przykładowa dziewczyna, wpisuje się idealnie w kanon zatracając gdzieś w tym całym bałaganie siebie. Większość ludzi mówi, że jest piękna. Nie zwracają jednak uwagi na to, że na zdjęciach (którymi tak się zachwycają) wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości, że jej nos jest zbyt prosty i idealny jak na dzieło natury, ani na to, że te „perfekcyjne, białe pukle” to tylko peruka, a złote oczy to soczewki. Zdają się nie dostrzegać tych faktów.
Jedyne o czym gada ta dziewczyna oprócz ubrań, jest jej chłopak. Czasem jak tego słucham mam wrażenie, że mi mózg uszami wypłynie. Jak patrzę na te wszystkie zakochane dziewczyny piejące z zachwytu nad chłopakami, mam wrażenie, że coś wyprało im mózgi. Robię wszystko żeby się przypodobać, tracą rozum i stają się zazdrosnymi o wszystko pustakami, uzależnionymi od ich obiektów westchnień, cierpiące przez to uczucie. Moim zdaniem cała ta miłość jest jak choroba psychiczna. Powinno się ją leczyć, bo robi gówno z człowieka. Nie mało jest przypadków, że ludzie zabijali się w ramach tej miłości, a najgorsze jest to, że większość dziewczyn uznaje tą chorobę za coś ważnego, coś pożądanego. Ja tam chciałabym aby wymyślono na to lekarstwo... lepiej szczepionkę. Lepiej zapobiegać niż leczyć, a ja nie chcę postradać rozumu.

Armin 

Kofeina to ZŁO. Wypiłem ZA DUŻO. Nie spałem do CZWARTEJ. ŚWIROWAŁEM. Grałem za to do wpół do czwartej, ale to tak na marginesie. Rano Alexy musiał się porządnie namęczyć, by mnie obudzić. Chyba mnie nienawidzi. Gdybym był nim nienawidziłbym mnie. Moja twarz wygląda jak z marmuru. Nie wspominam o oczach. Już to przerabialiśmy. Więc nie wiem, jak w ogóle udało mi się chodzić i oddychać tego ranka (jednak dokonałem tego!). Moje poprzebijane milionami szpilek płuca, żwir w oczach, kości z plastiku, pomocy! Jeszcze gdy szedłem do szkoły Alexy próbował mnie przekonać, abym znalazł sobie loszkę, po tym co zobaczył wczoraj chyba stwierdził, ze jestem zdesperowany. Bo on cokolwiek wie o dziewczynach, pfff.
Ok, czuję się jak gówno.
Za to Noemka w pełni sił! Trochę śmiać mi się chce, coś jak zmiana ról. Miałem wrażenie, że gdy patrzyła na mnie, myślała sobie "Ha, teraz ty jesteś bezużyteczny!". Myślałem, że umieram na tych lekcjach, czułem jak dusza opuszcza me ciało! Potrzebuję loszki, też mi coś.
Jeśli chodzi o kontakty z ludźmi, to chyba ich nie potrzebuję. To, co o nich wiem, to zwykłe obserwacje. Nikt mnie nigdy nie zranił, nie ma tu wzruszającej historii, nie mam kolegów, nigdy nie kochałem, jak dla mnie jest to zbędne. Ale pomysł z loszką mógłby być ciekawy, może to rozważę.
Usłyszałem od Alexy'iego (stwierdził, że jeśli mi nie powie, to się nie dowiem, bo nie mam siły by podejść do tablicy na korytarzu szkolnym, ani kolegów, którzy poinformowaliby mnie o tym), że mamy wyjątkowo łączony w-f z dziewczynami. Chyba będzie zabawnie.
Poszedłem do toalety w celu obmycia twarzy (rozbudzenia się?). Moja twarz była z godziny na godzinę coraz bardziej zmęczona. Roztrzepałem czarne włosy, a moje, uhm niebieskie oczy wtedy były tak suche, że wydawało się, że nie mają koloru. Oblałem się wodą. Było mi źle. Już lepszym pomysłem było zerwanie nocki, nie byłbym taki zmęczony. Wychodząc widziałem Wielkie Indywiduum (Noemka) rozmawiające z Niebieskowłosym Rycerzem Pogromu. Nie wiem o czym, nie obchodzi mnie to. Była taka pełna siły. Gdy to widziałem czułem zazdrość, że się wyspała i ma pełne prawo prawienia (masło maślane) mi morałów, tak jak ja to robiłem wczoraj. Chociaż, może się ulituje. Zgarnęła włosy za ucho. Chyba nawet się do niego uśmiechnęła, nie jestem pewien. Rzadko się uśmiecha. Z resztą, nie obchodzi mnie to. Usiadłem pod ścianą i nie zauważyłem, jak sen próbuje mnie porwać. Dzięki bogu uratował mnie dzwonek. Zastanawiałem się, czy by nie zwiać. Nie potrafiłem wysiedzieć w tej budzie.
Nie znoszę mojej szkoły. Ma gówniany kolor (jaki idiota maluje budynek na różowo?), nieciekawi ludzie (tacy typowi, mogę się spodziewać ich każdego ruchu), nauczyciele też upośledzeni, wszystko co złe, nawet nie myślę nad przepisaniem się, bo wszędzie jest tak samo. Na matmie, przyznaję się bez bicia, padłem. Jak trup. Jakbym był martwy. Spałem bardzo twardo. Okropnie zdziwił mnie fakt, że Alexy mnie nie obudził. chociaż, kto wie, może próbował?
Próbowałem spieprzyć z budy, niespecjalnie mogłem tam wysiedzieć. Byłem już ubrany. Alexy nie truł mi dupy, był pochłonięty rozmową ze znajomymi. Otarłem oczy, już dochodziłem frontowych drzwi.
Jezus, kurwa, ja pierdolę.
Boże Wszechmogący.
Ten fajfus się napatoczył.
- Gdzie idziesz i dlaczego? - Syczy Nataniel. Gdybym miał wystarczająco siły (spałbym tej nocy trochę dłużej) rąbnąłbym go z pięści w twarz. Niech on stąd idzie, a kysz.
Stałem bez cienia jakiejkolwiek emocji na twarzy i gapiłem się w niego pusto.
-No? - Gapi się na mnie. Miałem okropną ochotę wycedzić "wypierdalaj", po prostu, miałem tylko jeden cel - dobić się do tych paskudnych drzwi. Tylko, ze pojawił się problem. Odcięcie. Już czułem, jak padam. Bogu dzięki, w ostatniej chwili złapałem przytomność. Nataniel Głupia Bagieta spojrzał na mnie z niepokojem.
-Idziemy do pielęgniarki? - boże, boże, jak ja go wtedy nienawidziłem!
-Po prostu zamknij mordę, proszę cię - powiedziałem tonem bez uczuć, tym Noemkowym tonem proszącym tylko o jedno - święty spokój.Obróciłem się i poszedłem do klasy. Spóźniony. Mój brat gej (nie, nie "niedźwiedź", trochę mu daleko do niedźwiedzia), Noemi, Klementyna, Iris, ci wszyscy głupi ludzie gapili się na mnie tak jakoś śmiesznie, nigdy się nie spóźniam. Alexy pytał, gzie byłem. Wyszczerzyłem zęby robiąc paskudny uśmiech (użyłem energii snu zebranej na matmie, aby wyszczerzyć zęby).
-Na joincie - patrzyłem się na niego i czekałem na reakcję.
-Poczekaj... co?
-No trawka - Jednak mimo to ogarnął, że go wkręcam. Kazał mi się leczyć, ale ja nigdy nie zapomnę jego wystraszonej twarzy - zwiać chciałem.
-Zwiać? I dlaczego tu jesteś?
-Jebany Nataniel - potem przeszedł do kazań i prawienia morałów. Jak ja go kocham.
Potem poszedłem na w-f. Nie wiedziałem, o czym myśleć, nie miałem siły, o niczym nie myślałem.
Zapasy. Ten nauczyciel jest zdrowo rąbnięty. Zapasy i dziewczęta to chyba złe połączenie. W nich jest tyyle zawiści. Niewynikającej z niczego złości, gniewu, wszystkiego, co złe! Będzie zabawnie na to patrzeć. Szkoda, że czułem się jak gówno. Jeszcze kobietki się buntowały, krzyczały i płakały, że chcą aerobik, tylko wtedy co z chłopakami? Więc zapasy, niech będzie, mi to wisi.
Dziewczynkom dobierano przeciwniczki i my po poobserwowaniu ich walk sami mieliśmy zacząć się napieprzać. Oczywiście, nie ćwiczyłem. Nie potrafiłbym wtedy ćwiczyć. Usiadłem po turecku i gapiłem się w dziewczyny jak czterolatek na tłum mam i sióstr. Zaczęło się dobieranie. Gruchnąłem śmiechem, gdy Noemka miała walczyć z Kim, tą wielką, okropną murzy mulatką. Chłopcy nawet zaczęli robić zakłady. Siedzący obok mnie Dake założył się, że Noemka przegra (nie zdziwiłbym się, gdyby wygrał ten zakład).
Tak więc siedziałem i okazało się, że dała sobie radę z tą krową. Na twarzy blondyna pojawił się bolesny grymas tęsknoty za utraconymi pieniążkami. Śmiesznie mi było.
Po szkole wszystko poszło bezboleśnie, padłem na wyrko (ciężko mi było przedtem nie przysiąść przed kompem, eh). Obok łóżka mam mały dotykowy ekranik wbudowany w ścianę, by mieć łatwy dostęp stamtąd do muzyki. Włączyłem Radiohead "Idioteque", nie zawsze jest ze mną tak źle, że słucham Nataszy, serio.

Noemi

Na w-fie okazuje się, że mamy zastępsto i, że zajęcia są łączone z facetami. Uhh, wszystko będzie cuchnąć... Dzisiaj zmienili nam też trenera. Okazało się, że zamiast codziennego aerobiku lub gimnastyki będą zapasy. Dziwi mnie to, ale pewnie tego dnia zajęcia są ustawione pod męską część klasy. Nie obyło się też bez protestów.
-Nie ja nie nie zniżę się do tego poziomu! Ta mata jest obleśna, a co jak złamię paznokieć?!- Amber już marudzi do swojej świty pokazując im swoje długie pomalowane na morski kolor tipsy. Proszę, proszę, niech przyjdzie mi się z nią zmierzyć, dałabym wszystko aby wyrwać jej trochę tych złotych loków! Rzadko daję się ponieść emocjom, ale muszę przyznać, że ta blondyna mocno działa mi na nerwy.
Jesteśmy dobierane losowo. Czekam aż padnie moje nazwisko i dowiem się z kim przyjdzie mi się zmierzyć.
-Griffin, West. Jesteście pierwsze.- Kim West, szkoda... Wychodzę z tłumku dziewczyn i staję na macie. Trener obrzuca mnie litościwym spojrzeniem.
-Wystarczy, że ją przewrócisz.- Taa... Jestem uznawana za tą najsłabsze ogniwo tylko dlatego, że raz mi się zdarzyło jedno odcięcie podczas rozgrzewki. Biegłam, biegłam i światło zgasło. Ocknęłam się u pielęgniarki, teraz wszyscy mają mnie za mięczaka. Przynajmniej mam taryfę ulgową.
Kim staje naprzeciwko mnie, uśmiecha się, myśli, że już wygra. Jest wyższa, silniejsza, cięższa. To tak jak Goliat mierzący się z chuderlawym wypłoszem Dawidem. Ja właśnie jestem takim wypłoszem.
-Spróbuję cię nie połamać- uśmiecha się szyderczo. Nie odpowiadam. Nie muszę, nie widzę sensu. Wynik tej walki jest przesądzony. Pozostali zastanawiają się po ilu minutach lub sekundach padnę. Alexy zasłania oczy z cichym jękiem "Nie chcę na to patrzeć". Wszyscy już dawno obstawili swoją faworytkę. Jestem ciekawa ich min, gdy to wszystko się zakończy.
Ja i moja przeciwniczka zajmujemy pozycje na macie i spoglądamy czujnie na trenera, który gwiżdże dając nam znak abyśmy zaczynały.
Kim wciąż z tym usatysfakcjonowanym uśmiechem zwycięzcy naciera na mnie, jak wielki ciężki byk na korridzie. Heh... przewidywalne. Już ma mnie złapać i powalić na matę, w ostatniej idealnie wymierzonej sekundzie schylam się jednocześnie robiąc unik i wypad w bok.  Pięści mulatki zaciskają się w powietrzu. Jest zdezorientowana, nie patrzy na mnie. Wymierzam mocnego kopniaka w bok, pod żebrami, wyskakuję w górę i używam jej skulonego w bólu ciała jak kozła, przeskakując na drugą stronę. Jej zielone oczy kipią jadem. Pokaż na co cię stać, myślę.
Kocham walkę. Zarówno tą w realu jak i w grach. Nieważne jaka strategię obierzesz, jaki plan uknujesz, wszystko i tak zależy od twoich umiejętności bojowych. Walka to nie jest zwykła nawalanka, jak myśli większość ludzi, walka jest jak taniec. Płynna, skoordynowana, żaden ruch nie może być przypadkowy. Potrzebny jest refleks i wyczucie chwili. Intuicja. Musisz patrzeć na przeciwnika, wniknąć w jego umysł, przewidywać ruchy, Walka jest jak równanie z mnóstwem zmiennych, od których zależy wynik. Ja każdy swój ruch planuję, każdy atak jest swoistą kombinacją uderzeń i uników, wszystko jest przemyślane. Czysta logika, kocham to. Zero zbędnych uczuć, tylko ty, twój umysł, twoje ciało, które samo w sobie jest bronią, maszyną, oraz przeciwnik. Nic więcej.
Kim rzuca się na mnie z całą swoją wściekłością, jej pięść leci w kierunku mojej twarzy. Już po niej już jest moja. W ułamku sekundy chwytam pięść mulatki, robiąc krok w bok i wykręcam jej  rękę do tyłu. Syczy z bólu, zanim  zdaje sobie sprawę z tego, że jej drugie ramię jest wolne i zdatne do walki, podcinam jej nogi kopniakiem, idealnie w zgięcie kolan. Kim pada na matę. Słyszę gwizdek trenera. Koniec. Nie patrzę na innych, puszczam rękę przeciwniczki i jak nigdy nic siadam sobie na ławce.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 3

Noemi
Nie przepadam za publicznym transportem, jest w nim strasznie tłoczno, ale że nie mam zbytniego wyboru wchodzę do poduszkowca i pokazuje kierowcy mój holograficzny bilet miesięczny. Ten kiwa głową, klikam mały przycisk, hologram znika, a ja wkładam malutkie urządzenie z powrotem do kieszeni. Zajmuję miejsce jak najdalej od reszty pasażerów mając nadzieję, że nikt nie zechce się do mnie dosiąść. Wpatruję się przez okno gdy poduszkowiec rusza i spoglądam na miasto. Wysokie, lśniące budynki apartamentowców, wytyczone podniebne drogi dla poduszkowców. Całe miasto jest nowoczesne do szpiku kości, oderwane od powierzchni za pomocą ogromnej lewitującej płyty, która trzyma miasto w górze za pomocą elektromagnesu o ogromnej sile. Na powierzchni jest tłoczno i brakuje miejsca przez ochronę natury, dlatego wiele miast wzniosło się w przestworza.

Moje miasto wydaje mi się piękne, nowoczesne i w pełni zmechanizowane idące razem z postępem technologicznym. To lubię. Jedynie budynek mojego liceum jest paskudy, przestarzały, nie z tej epoki na dodatek pomalowany na najobrzydliwszy kolor: róż. Dlaczego nie może lśnić metalem jak wszystko wokół? Na dodatek system jest strasznie przestarzały, na przykład używamy tradycyjnych zeszytów i papieru zamiast plików hologramowych, ale i tak wszystkie dane trzeba wprowadzić do sieci. Zero logiki, zero pomyślunku- liceum Słodki Amoris.

Armin
Sam czuję się dość zmęczony. Cztery godziny to może jednak mało? Nie wiem, nie mam pojęcia.
Przeciągnąwszy się spojrzałem na zegarek w klasie od fizyki. To już 14.15, za moment koniec lekcji.
Rutyna, rutyna, rutyna.
Wracałem do domu, z oczywiście, tym wrzodem na dupie - Alexy'm. Jęczał, że wyglądam na zmęczonego i gadał coś o jakiś ciuchach. Niespecjalnie go słuchałem. Potem przeszedł do monologu o jego ulubionych firmach i tym wszystkim. Ale on jest pedałkowaty. W sumie to chyba normalne, że taki jest. To znaczy, nie wiem, czy normalne, normalne jak na geja. Wiecie, te niebieskie kłaki i różowe ślepia. Wyglądam przy nim strasznie normalnie.
- Tak w ogóle, to moja znajoma do mnie wbija - akurat to zdanie wyłapałem z jego bełkotu o bluzach, szczotkach i ty pierdółkach.
- Znajoma? - Nie do końca chciałem, by jakaś głupia dziewczyna (głupia, że się z nim zadaje, kretynka, jeśli się do niego podwala, Alexy z odległości dwóch kilometrów śmierdzi gejozą) wkraczała na mój teren.
- No bo widzisz, braciszku, w przeciwieństwie do ciebie mam znajomych - nabrał tu taki chamski sposób wypowiadania tych słów, co prędko przypomniało mi o matematyce.
 - Dlaczego nie dałeś mi zerżnąć tego zadania? - zapytałem wprost. Mając możliwość krzyczenia na niego i denerwowania się na tę kreaturę nie da się odpuścić. Wiecie, to mój brat. Kocham go (no tak jak brata), tylko czasem robi się uciążliwy.
- Bo nie powinieneś ode mnie zrzynać, tylko wczoraj przerobić sobie materiał, zamiast grać - powiedział beztrosko. Czasem mocno, mocno go nienawidzę.
 Doszliśmy do domu. Alexy, klucz, zamek, szczęk, otwarte, kostka rzucona do mojej twierdzy, w której trzymam wszystko, co kocham (tak, mówię o sporym kawale żelastwa, bez którego ciężko by mi się funkcjonowało). Zamknąłem się w pokoju i stwierdziłem, że gówno mnie obchodzi koleżaneczka Alexy'iego, tym bardziej on sam. Odpaliłem kompa, który warczał i chrobotał jak czołg (chrobotał dźwiękiem, czy coś). Hałasował ze względu przeciążenia grami, nie uważam, że to źle. Pad w ręce, cztery hologramy (ekrany) i ja jeden, sam. Kocham tę chwilę. Zagrałem rundkę. Łatwo wygrałem. Raczej gdy moim przeciwnikiem nie jest ten pieprzony Shadow Hunter idzie mi bez większych komplikacji. Po dwóch 5-minutowych rundach stwierdziłem, że jestem trochę głody i chcę kofeiny.
Więc opuściłem twierdzę i udałem się do kuchni. Wracając trzymałem w jednej dłoni kawę, a w drugiej kanapkę (nie potrafię robić nawet jajecznicy). Tak czy siak przekroczywszy próg kuchni usłyszałem dzwonek do drzwi. Nie powinno mnie to zdziwić, ale uroniłem trochę kawy, więc zrobiło mi się przykro. :(
Ale to, co stało w tych drzwiach było chyba nawet bardziej niespodziewane od samego dzwonka. Tak, nie obchodzi mnie to, ale zetknąłem się z tym. Ewakuowałem się po ścierkę i nie wiedziałem wtedy, co znajduje się kilka metrów ode mnie.
Nie no, może koloryzuję opisując tę sytuację, ale wiecie, co mam na myśli. Że ktoś stoi pod WASZYM domem, nie wiecie kto to i nie chcecie wiedzieć, a wszystko dlatego, ze macie upośledzonego brata (głupi żarcik, nie żebym nie tolerował, po prostu uwielbiam sobie z niego żartować). Kiedy byliśmy mali, w przeciwieństwie do większości młodych chłopców, nie biliśmy się przy byle okazji. Nie, nie, ja jestem strategiem. Planuję. Nawalanki bez użycia umysłu są bezsensowne.
Wytarłem kawę, w tym momencie Alexy był w trakcie otwierania drzwi. Szybki powrót do kuchni po napój bogów i żarcie. Wychodzę z tej kuchni a tu, no kurczę, Noemi. Tak, Noemi. Ostatnia osoba, którą mógłbym podejrzewać o zadawanie się z Alexy'm i w ogóle bycie w tym domu. Wyglądała chyba nawet gorzej niż rano, gdy prowadziła walkę z krzesłem. Albo świruję. Sam nie wiem.
Miała te swoje roztrzepane rude kłaki, przygryziona dolna warga z głupim kolczykiem , tuż pod nią, na środku. I te oczy. Wielkie, zielone, zapadnięte, zakrwione oczy, udekorowane okropnymi worami.
Też na mnie trochę dziwnie spojrzała i to w sumie tyle, pewnie nie miała za specjalnie siły na wyrażanie uczuć. A ja byłem w głupim nastroju.
- Ej, ej, królewno? - Boże, co ja robię? Głupkowato się uśmiechnąłem, nie rozumiem sam siebie. Sam sposób wypowiadania moich słów był kretyński - Dokładniej śpiąca królewno. Nie powinna królewna przypadkiem spać, aby nie zmuszać się do walki z krzesłami i innymi potworami współczesnego świata?
Tak, w tym momencie mnie chyba nienawidziła. Ale praktycznie było mi to obojętne. Czmychnąłem na górę do twierdzy, aby nie musieć wiedzieć, w jaki sposób wtedy na mnie spojrzała.
Jestem głupi.

Noemi
Stoję pod drzwiami mieszkania Alexego i dzwonię dzwonkiem. Nie czekam aż ktoś mi otworzy to kompletnie nie ma sensu, zwykłe marnowanie czasu, a ja nie mam czasu do marnowania. Przełażę przez próg i szybko rzucam okiem na wystrój, w sumie nie interesuje mnie zbytnio jak Alexy mieszka ale szukam wzrokiem jednej konkretnej rzeczy, a mianowicie konsoli lub czegokolwiek innego na czym można grać. Nie powiem nosi mnie, odstawienie gier daje mi się we znaki i szczerze przyznam, że w tej chwili jestem gotowa zrobić dosłownie wszystko aby nawalać ile wlezie. Na środku salonu stoi Armin bliźniak Alexego, u którego mam ten durny dług. Patrzy na  mnie jakoś tak dziwnie trzymając w jednej ręce kanapkę w drugiej na pół wylaną kawę.
-Witaj królewno, a dokładniej śpiąca królewno.- Mówi jakimś takim dziwnym głosem i uśmiecha się debilnie. Zupełnie idiotycznie, mam go kompletnie w dupie i chcę go minąć, jednak zarzuca kolejnymi zidiociałymi tekstami, które zupełnie mnie nie ruszają. Chcesz mnie wkurwić? Nie musisz już jestem wkurwiona, a twoje docinki są zupełnie niczym.- Nie powinna królewna przypadkiem spać? Aby przypadkiem nie zmuszać się do walki z krzesłami i innymi potworami współczesnego świata.- Dodaje szybko i unikając patrzenia mi w oczy idzie do swojego pokoju. Co za nielogiczne zachowanie, najpierw próbuje mnie wyprowadzić z równowagi później ucieka z podkulonym ogonem, zupełnie nie ogarniam. Cała ta szopka była całkowicie zbędna, gdyby obchodziłoby mnie jego zdanie albo opinia to bym się o to spytała, jednak to i cała jego persona są dla mnie tak samo ważne co zeszłoroczny śnieg.
-Hej Noemi, miło że wpadłaś mam nadzieję, że mój durny brat nie wnerwił cię za bardzo.-rzuca Alexy z wielkim uśmiechem gdy tylko mnie zauważa. Wzruszam tylko ramionami.
-Może zrobię kawę?- proponuję nie marnując czasu. W głowie widzę zegar z poprzedniej epoki wydający przestarzałe tik-tak tik-tak, czas umyka z każdą zmarnowaną sekundą, a  ja nie mogę go zatrzymać.
Niebieskowłosy proponuje, że mi pomoże, bo w końcu nie wiem gdzie co ma, a nie ma zamiaru grzebać po szafkach w dodatku zajęłoby to zbyt dużo czasu, zbyt dużo zmarnowanych sekund.
Zgadzam się i razem zabieramy się do parzenia napoju bogów, tej cudownej cieczy, która zawsze potrafi przywrócić mnie do stanu użyteczności. Alexy patrzy na mnie z przerażeniem gdy wsypuję kawę do kubka.
-Po takiej ilości serce ci stanie. Dasz radę wypić taką siekierę?- Ja tylko wzruszam ramionami i posyłam blady uśmiech mówiąc bez używania słów, że zwykle piję właśnie taką „siekierę”.
-A ten trzeci kubek?-pyta widząc, że wyjmuję kolejne naczynie z szafki. Wsypuję do czarnego kubka taką samą ilość kawy jak do mojego, zalewam wodą i słodzę dwoma łyżeczkami cukru. Moja drobna spłata długu z wcześniej. Ja sama nigdy nie słodzę kawy, ale Armin wygląda na takiego co nie skąpi sobie cukru.

-Dla Armina.-odpowiadam biorąc parujący kubek napoju.-Skoro przeze mnie rozlał połowę swojej, zrobiłam mu nową.

Armin
Usłyszałem pukanie do drzwi. Olałem Alexyiego i jego loszkę. Sęk w tym, że pukanie stało się napierdalaniem w moje ukochane drzwi chyba wszystkim, co się da. Byłem wtedy w trakcie planowania buildu. Kawa wypita, a kanapkę ugryzłem z dwa razy. Prawie czułem, że wyglądam okropnie, jak gały wpadają w moją czaszkę. Otarłem oko. Zagram jeszcze tylko kilka meczy.
W końcu powiedziałem, że okej, i żeby ta kreatura weszła. Byłem pewien, że Alexy coś ode mnie chce, więc zgasiłem ekrany.
Tylko że ten, no, to była Noemi. Nie wiem jak, ani dlaczego. to wszystko było dziwne.
Stanęła w moich drzwiach a ja marszcząc czoło gapiłem się na nią przez około trzy sekundy. To bardzo długo. To jedna druga tych okropnych cooldownów, od których zależy fakt, czy zabijesz.
- Królewno? - jestem rąbnięty, Definitywnie jestem rąbnięty. Ale to nawet zabawne - kawa nie zredukuje kilku nieprzespanych nocek.
Źle na mnie popatrzyła, a ja miałem piekielną ochotę ją denerwować. W ogóle miałem ochotę kogoś denerwować.
-Najpierw spójrz w lustro, potem mów o takich rzeczach, jak brak snu - mruknęła.
Krzywo się uśmiechnąłem, a ona utkwiła wzrok z wyposażeniu mojej twierdzy. Instrumenty do Guitar Hero, konsole, pady, czujniki ruchu, wszystko. Powoli zaczynałem rozumieć, co ona tutaj robi. Śmiem wątpić, by Noemi była tu dla Alexy'iego (kto by tracił na niego wolny czas?). Była to dziewczyna, która raczej miała głęboko w dupie innych ludzi i ich potrzeby. To znaczy, tak mi się wydaje. W przeciwnym razie zostałaby u siebie w domu, spałaby, a na drugi dzień poszłaby do szkoły pełnej jej przyjaciółek, znajomych, koleżanek i, rzecz jasna, adoratorów (zaryzykowałbym twierdzeniem, że byłaby najładniejszą dziewczyną w szkole, gdyby chciało jej się cokolwiek z sobą zrobić, coś więcej niż puder na wory pod oczami).
Trzymała w ręku kubek z kawą. Moja, biedna, się kurczę wylała i kogoś tu wzięło na wyrzuty sumienia (pff). Połowę tamtej i tak już sam wypiłem, no i miałem ochotę na kolejną, ale tak jest z każdą kawą. Postawiła kubek koło mojej workowej sofy, na której się zwykle rozwalam, gdy decyduję się na grę na padach (w tym momencie właśnie na niej, eh, sam nie wiem, leżałem albo siedziałem). Kawa była ciemna, więc mocna. Postanowiłem nie oceniać jej smaku po wyglądzie, więc wziąłem łyka. Usłyszałem słowa (które były bardzo, bardzo słabo wypowiedziane, ta dziewczyna nie miała siły nawet mówić jak człowiek) na kształt "spłacam dług". Odpowiedziałem tylko, że mi nie trzeba spłacać długów, że pomoc w podniesieniu takiego szkieleta to żaden wysiłek. Może się oburzyła, może nie, waham się tu pomiędzy "nie wiem" a "nie obchodzi mnie to". Obróciła się na pięcie i wyszła. Była taka bez uczuć, wyrazu, szara. Prawie mi jej szkoda.
Co my tu mamy? Mam wciąż 72 lvl, 742kk golda, a ze znajomych online kilku grubych buców. Shadow Hunter offline. To wszystko robi się dziwne. Ten typ głównie nie robi nic poza nawalaniem w tę grę, a tu tak jak zniknął, tak go nie ma. Zrobiłem kilka questów i wyłączyłem tę gierę.
No, zobaczymy, jak to będzie. Fajnie by było, gdyby Shadow postanowił nie wracać. Nie wiem, wakacje, czy coś. Żeby był offline, do tyłu i żebym expił, gdy go nie ma. To niezły pomysł.

Noemi
Schodzę po schodach i kieruję się do wiecznie uśmiechniętego Alexego. Czasem wystarczy, że na niego popatrzę i ten jego optymizm, na który zresztą wiecznie narzekam zaczyna się mnie udzielać. Zwykle unikam ludzi, nie lubię kontaktów między ludzkich, zmieniają cię i wypaczają psychikę. Wtedy przestajesz być całkowicie sobą i przyswajasz ich cechy. Ja wolę tego uniknąć już kiedyś byłam związana przez te durne nici przyjaźni i koleżeństwa, dopóki nie dostałam porządnego kopa w dupsko i zrozumiałam, że cały czas byłam przez tych tak zwanych "przyjaciół" wykorzystywana, nigdy więcej. Przynajmniej teraz nikt nie truje mi dupy (poza rodzinką i Alexym). Niebieskowłosy jest jedyną osobą, z którą się zadaję z moich własnych chęci, i można powiedzieć, że go lubię, chociaż nie wiem czy mogę go nazwać przyjacielem. Nauczyłam się, że lepiej nie używać tego określenia zbyt pochopnie.
Siadam obok niego na kanapie i słucham jego opowieści o modowych podbojach. W pewnym momencie parskam śmiechem gdy opowiada jak wyrywał pewien T-shirt jakiejś kobiecie, która koniecznie chciała go kupić swojemu synowi na urodziny, a że była gruba, ciężka i silniejsza od Alexego szarpnęła elementem ubioru tam mocno, że ten puścił T-shirt i wpadł na wieszaki.
Od razu wyobraziłam sobie tę sytuację i zaczęłam się śmiać. I nie był to śmiech kpiący czy wymuszony, pierwszy raz od dawna śmiałam się szczerze, tylko Alexy jest w stanie mnie rozbawić.
Upijam łyk mojej kawy i uśmiecham się półgębkiem widząc minę Alexego.
-Nie jest wcale tak mocna jak mogłaby się wydawać.-mówię, jednak widzę, że nie jest do końca przekonany do mojej "siekiery", cóż, bywa...
Powoli zapominam dlaczego tu jestem, ale w sumie nie przeszkadza mi to zbytnio. Gdy zobaczyłam cały sprzęt Armina zeżarła mnie zazdrość, bo on ma te wszystkie sprzęty, do których mi "ograniczono" ( czyt. odebrano) dostęp. Pewnie należy do tych graczy, którzy robią wszystko aby grać lecz nigdy nie będą dobrzy w gry, dużo jest takich. Do gier albo masz talent, albo nie, trzeba to zaakceptować, mimo to jest pełno takich nic nie umiejących nerdów, którzy zaśmiecają internet.
Mam jeszcze pół godzinki, co oznacza, że za jakiś kwadrans muszę ruszyć dupę i wsiąść do jakiegoś poduszkowca, bo inaczej ta gnida na mnie naskarży, gdy tylko zobaczy, że nie ma mnie w domu (a naskarży na pewno, jestem o tym święcie przekonana).
-Cóż Alexy, chyba będę się zwijać.- No i w końcu nie udało mi się pograć, to właśnie miałam na myśli mówiąc, że relacje między ludzkie na nas wpływają, zagapiłam się, i zapomniałam o moim pierwotnym celu. Cholera, no cóż... Zawsze pozostanie opcja z grzebaniem w zamku wsuwką do włosów.
-Co tak szybko? Zostań jeszcze trochę.
-No nie wiem... Jak Gnida wróci a mnie w domu nie będzie, to będzie ze mną kiepsko.- "Gnida" czyli Nick, Alexy wie o kogo chodzi, nie muszę mu nic tłumaczyć.
-Kilka minut nawet nie zostaniesz? W dodatku najbliższy poduszkowiec masz dopiero za pół godziny.-No tak nie zdążę, nie ma szans. W dodatku matka i tak nie może mi zrobić za wiele, skoro Nora została zamknięta na klucz, a całe moje internetowe życie razem z nią? Nic, nie mam nic do stracenia.
-A wiesz co? Zostaję.-Unoszę do góry kąciki ust. Oczy Alexego nagle zaczynają błyszczeć, wygląda jak jakaś postać z kreskówki gdy wpada na jakiś pomysł tylko brakuje mu żarówki zapalonej nad głową.
-A może byśmy zagrali w jakąś grę?-proponuje. Szok, kompletny, definitywny. Moje oczy pewnie przypominają spodki. Sądziłam, że to ja będę tą, która skieruje temat rozmowy na gry, a nie on. Kompletnie wybił mnie z rytmu. Gdyby taki szok przydażyłby mi się podczas trwania meczu najprawdopodobniej byłabym już martwa.
-C-co?-Dukam. Nie mogę w to zbytnio uwierzyć, Jednak niebieskowłosy już zeskoczył z kanapy i odpalił konsolę leżącą na szafce pod telewizorem. Wybór gry niezbyt mnie zaskoczył, chociaż nie mogłam powstrzymać się od spojrzenia typu "Powiedz, że żartujesz do cholery". Niestety na podłodze pojawiła się holograficzna mapa do tańca, a przed nami zajaśniał również holograficzny ekran. Gra taneczna, no świetnie...

Armin, Noemi oraz autorki życzą Wesołych świąt!!!

piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 2.

Noemi
 -Miarka się już przebrała Noemi! Jest środek tygodnia, masz egzamin, przyznaj się ile razy już marnowałaś noc na granie w te durne gry?! Koniec z tym!- Krzyczy na mnie matka zamykając moją Norę na klucz. Na zwykły, metalowy przestarzały kluczyk, a nie na zamek elektryczny. Cholera! Zamek dałoby się zhakować, do to trudnych rzeczy nie należy (ma się doświadczenie, nie raz matka odcinała mnie od kompa za pomącą takiego zamka z kodem). W Norze mam wszystko, dosłownie wszystko. Laptop, najnowszą konsolę, pady, komputer z czterema zschynchronizowanymi ekranami najnowszej generacji, ekspres do kawy, okulary z celownikiem optycznym, a nawet fragmenty egzoszkieletu, które umożliwiają lepsze sterowanie postacią w grze. Wszystko, cały mój dorobek życia! Oczywiście inne bzdety jak szafa, podręczniki, łóżko i takie tam też się  znajdują w Norze, bo to w końcu jest mój pokój.
-Nie! Błagam, nie, zrobię wszystko! –Jak ja się stoczyłam, jak ja się stoczyłam, myślę w duchu gdy padam przed matką na kolana i próbuję na klęczkach wyrwać jej ten przeklęty kluczyk z dłoni.
Mój cholerny brat ma z tego niezły ubaw. Moja rodzicielka niestety pozostaje nieubłagana.
-Dość słyszysz?! Ile razy już mówiłaś, że z tym skończysz?! Oblewasz sprawdzian za sprawdzianem, nie mam pojęcia jakim cudem zdajesz z klasy do klasy. Jesteś jak jakiś zombie i często dochodzi do sytuacji, że ni stąd ni zowąd padasz na podłogę i zasypiasz. Koniec definitywny! Nie raz dawałam ci zwykły szlaban i zamykałam twój pokój na zamek elektryczny jednak zawsze znajdowałaś sposób aby dostać się do tego przeklętego komputera. On cię dosłownie opętał! Oddam ci klucz jak wyjdziesz z tego uzależnienia.- Załamka, kompletna załamka. Gry to moje życie, moje i tylko moje, to całe realne życie jest nudne, nie daje tyle fanu, w grze nie muszę nikogo udawać. Nareszcie mogę być sobą i nie musze się przejmować nikim i niczym.
-Nie jestem uzależniona.-burczę pod nosem.-Gram bo lubię, mogę to rzucić w każdej chwili, ale tego nie zrobię bo to lubię.- Nick wybucha śmiechem trzymając się za brzuch. Pogrążona w mojej tragicznej sytuacji zapomniałam, że ten piętnastoletni gnom cały czas tu jest i ogląda moją porażkę na pełnej linii. Posyłam mu miażdżące spojrzenie jednak nie robi to na nim zbytniego wrażenia. Moja sytuacja go bawi. Odwdzięczę się braciszku, odwdzięczę, nie martw się. Jak tylko odzyskam dostęp do kompa włamię się na konto w twojej szkole i dopiszę ci kilka uwag.
-Mamo proszę otwórz, jutro mam sprawdzian z matmy, muszę się uczyć.-Przybieram inną strategię. Jednak to również nie robi na niej żadnego wrażenia. Unosi jedną brew a jej spojrzenie ani na chwilę nie przestaje być twarde jak stal.
-Właśnie widziałam jak zakuwasz, cały podręcznik wykułaś na blachę.-Jeśli moja matka używa sarkazmu, to nie jest źle, nie jest nawet gorzej niż źle…

Skończyłam na niewygodnej kanapie pozbawiona sensu życia. Jestem przykryta wyliniałym pledem i ciepłym kocem. Jutro jak będę w szkole matka ma przenieść najpotrzebniejsze rzeczy z Nory do pokoju gościnnego. Oprócz całkowitego odcięcia mnie od internetu i w ogóle od gier dostałam jeszcze normalny zwykły szlaban na wychodzenie, również aż do odwołania, pięknie.
Nie mogę zasnąć. Nie przejmuję się dniem jutrzejszym. Zeszyty i większość podręczników mam w szkolnej szafce. Nie noszę ich do domu, nie widzę w tym sensu skoro w ogóle ich nie używam. Nieliczne podręczniki jakie znajdują się w moim pokoju są tam tylko po to by tworzyć pozory i w razie nagłego wtargnięcia matki szybko schować karty, otworzyć tą durną książkę i udawać, że się uczę. A gdy chwilowy kryzys zostaje zażegnany natychmiast rzucam je w kąt.
Zaczyna mnie nosić, powoli dochodzi piąta. O tej porze zwykle jeszcze gram, najczęściej kończę nawalać dopiero po szóstej. Dla mnie dopiero tuż przed świtem dla zwykłych ludzi nastaje noc. Pozbawiona mojego życia nie wiem co ze sobą teraz począć. Leżę z otwartymi oczami wpatrując się tępo w sufit. Nie mogę teraz zasnąć, wszystko we mnie krzyczy żeby zagrać. Matka pewnie już śpi gdybym weszła w tryb ninja może udałoby mi się odzyskać ten kluczyk, który zawiesiła sobie na małym łańcuszku na szyi… Jednak odrzucam ten pomysł, w grach jestem mistrzem, mogę zrobić wszystko, taka zabawa w ninję nie stanowiłoby żadnego wyzwania, niestety w realu nie jestem taka op.

Jedyne co cały czas chodzi mi po głowie to jak się dorwać do gier lub konsoli. Te rozmyślania zajmują mi resztkę nocy w końcu nie przespałam nawet tej jednej godzinki. Ech mówi się trudno… Najważniejsze to nie wypaść z gry.  

Anonim
Chwilę przed 7.00 Alexy zrzuca mnie z łóżka. Krzyczy, że już późno, a no cóż, jakby to ująć, budziki nie do końca mnie budzą, nie zawsze są dla mnie słyszalne, gdy śpię te swoje cztery godziny. Oczy. Oczy jeszcze przekrwione (czytaj: czerwone), podkrążone i pieczą niemiłosiernie. Ale dzisiaj spałem całkiem całkiem. Nie popadam tu w skrajność; odczuwam co najwyżej jedną czwartą tego, co właśnie opisałem.
Patrzę właśnie w lustro. Odgarniam do tyłu czarne włosy. Cztery godziny temu osiągnąłem coś niemożliwego, a mimo to wyglądam dość markotnie.
To nie tak, żebym grał za dużo. Byłem świadomy tego, że będę miał dzisiaj problem z samopoczuciem, sam się na to zgodziłem, to był cud, kto by nie przyjął darowanego cudu? Wygrałem to, a właśnie miałem umrzeć! Jeśli mi się zachce, mogę rzucić granie w każdej chwili. Robię to dlatego, że to lubię, po prostu. Jestem tam czymś więcej niż stertą kości, mięśni i różnych dziwnych organów. Jestem tam sobą.
Buty, kurtka. Klucz u Alexy'ego. Kostka przewieszona przez ramię. W drogę.
- Znowu grałeś do późna - W drodze do szkoły uwielbia czepiać się o głupoty. Odpowiedziałem milczeniem, więc kontynuował - Musisz więcej spać. Jesteś wrakiem człowieka - mogłoby być o wiele gorzej, pomyślałem. Często mi prawił morały, jednak powoli zaczyna coraz bardziej mnie to denerwować.
-Słuchaj, jestem tu, żyję, oddycham, czuję się świetnie. Daj mi już wreszcie spokój.
 Spuścił głowę i przez jakiś czas nie odzywał się, myśląc o czymś.
- Nie wiem, czy zauważyłeś, ale jestem twoim bratem i mieszkam z tobą pod jednym dachem, za czym idzie patrzenie się na to, jak upadasz. - Moją reakcją obronną na te słowa był zwykły, lekko szyderczy śmiech.
- Słuchaj, mogło być serio gorzej. Spałem w nocy, sam dobrze wiesz, że czasem zarywam nocki. I widzisz, spałem, serio, spałem!
-Ile?
- A cztery godzinki - w tym momencie zrobił minę boże-zlituj-się. Uwielbiał czepiać się o moje granie. Idąc do szkoły modliłem się, by prędko znalazł sobie nową ofiarę.
Moja klasa składa się z... ech, sam nie pamiętam ilu osób, nie obchodzi mnie to, was pewnie też nie. Wiecie, tyle ile zwykle ma klasa. Z dwadzieścia coś. Jeśli chodzi o płeć to pół-na-pół. Nie ma za ciekawych dziewczyn, chłopów za ciekawych też nie, no nic no. To takie nieciekawe. Chociaż czasem sobie myślę, dziewczyny to potrafią być okropne. Chcą zawsze wszytko wiedzieć i mieć we wszystko wkład. A inne siedzą cicho, obserwują. Te też mnie trochę przerażają. Są straszne, siedzą i się patrzą. Mam tu takie idealne dwa przykłady, Violetta - bazgrze i z nikim nie rozmawia i jeszcze większe dziwactwo - Noemi. Ma krótkie, brązowo-rude, roztrzepane włosy i zielone oczy, nie maluje się. Nosi znoszone jeansy, luźne t-shirty. Tak, czasem też bywam obserwatorem. Ubiera stare trampki, mało się śmieje. nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale przeraża mnie to i ekscytuje jednocześnie. Jestem rąbnięty.
Ludzie z klasy mnie nie znają. nie mają pojęcia, kim jestem. Rozmawiam tu tylko ze swoim bratem, który, mam wrażenie, z uporem maniaka próbuje wcisnąć mnie w znajomość ze swoimi koleżkami.
Dzisiaj jednak Noemi wyglądała o wiele, wiele gorzej. Chciałem zacząć się śmiać i krzyczeć i pokazywać palcami na nią, żeby z czystej złośliwości udowodnić Alexy'iemu, że wcale ze mną nie jest źle. A on nawet nic nie mówił, szybko się do niej przyczepił.  Jak tego dnia wyglądała? Naprawdę okropnie. Miała wielkie wory pod oczami, a same oczy tak zapadnięte, że miało się wrażenie, że się rozpłynęły, włosy wyjątkowo roztrzepane. Mrugała wolno i nie zawsze równo; raz jedna powieka opadała, a potem druga się do niej dołączała. W jej spojrzeniu było coś martwego, zimnego.
Matematyka. Cyferki mi się rozmazują. Siedem wygląda jak dwa, a gruby babsztyl przypomina mi, kurwa, motyla. Albo modliszkę. Ma grube okulary, w których widzi cały świat. Opisuję teraz matematyczkę, zapomniałem napomknąć, że chodzi mi o matematyczkę. Byłem nieco zdesperowany, rozejrzałem się po klasie. Każdy z nosem w swojej kartce, no może kilka osób coś kombinuje ze ściągami. Noemi z kolei nie potrafi utrzymać swojej głowy tak, jak chyba powinna, co rusz opada na kartkę, jednak dzielnie walczy z wykończeniem. Przez ułamek sekundy pomyślałem sobie "ech, skąd ja to znam". Tknąłem Alexy'iego (siedzi obok mnie). Niemo stuknąłem długopisem dwa razy w dziwny przykład. Popatrzył na mnie z zażenowaniem i wrócił do swojej kartki. Frajer. Nie dość, że dupę truje, to jeszcze nie pomoże. Zrobiłem cztery z sześciu zadań. Może dobrze, może nie, kto wie.
Dzwonek. Odkładamy kartki. Wysłałem Alexy'iemu niezadowolone spojrzenie, by tylko jako tako pokazać mu, że jest wrednym, samolubnym chujem. Zerknąłem na Noemi (czasem nie kontroluję zerkania na Noemi), która chwiejnie próbuje wstać. Przez ułamek sekundy mignęła mi myśl, żeby jej pomóc, ale prędko dałem sobie spokój (da sobie radę albo ktoś inny jej pomoże, chociaż na dłuższą metę wątpię, by chciała czyjejś pomocy). I nagle ŁUUP. Noemi runie w dół. Spada z krzesła. Po prostu. Kilka osób zaczęło wlepiać w nią wzrok, jednak ona nic sobie z tego nie robiła i dalej dzielnie walczyła z czworonożnym, drewnianym wrogiem. Nikt nawet się nie ruszył, żeby zrobić cokolwiek, a ona ewidentnie nie dawała sobie rady, była... słaba(?). Podszedłem więc z nonszalanckim uśmiechem (co w moim wykonaniu wygląda debilnie, cóż poradzić) i podałem jej rękę. Podciągnęła się, otrzepała, popatrzyła na mnie jakbym był drugim bossem, tuż po krześle, z którym właśnie wygrała. Odburknęła te swoje "dziękuję". To był głupi pomysł, by jej pomagać.
Tak właśnie wyglądały moje sześć godzin po cudzie i wygranej z Shadow Hunter będąc na hita.

Noemi
Mój łeb jest ciężki jak z ołowiu, czuję jakby moje ciało było osobnym ciężkim bytem, którego nie jestem w stanie ogarnąć a co dopiero nad nim zapanować. Kończy się lekcja trzeba wstać, ruszyć się, cokolwiek. Odzyskuję ułamkową kontrolę nad mięśniami i próbuje podnieść dupsko z krzesła, chwieję się i balansuję nie tylko na krawędzi równowagi, ale również jawy i snu. Grozi mi odcięcie, już to czuję, zaraz będzie łup. Potrzebuję energetyka, natychmiast, bez niego nie uda mi się ustać na nogach... Nie udaje mi się dokończyć myśli i już ląduje na glebie.
Czuję na sobie spojrzenia tłumu, niech się lapmią szczerze mi to wisi. Zaciskam zęby i zbieram resztki energii, która mi została. W takich właśnie chwilach żałuję, że nie przespałam tych żałosnych kilku godzin. Ale poco je marnować skoro można je przeznaczyć na grę? Wyciągam moje ręce i chwytam się krzesła, które nade mną góruje. Próbuję się podciągnąć jednak to kończy się ponownym bliskim spotkaniem z podłogą. Chwytam się tego cholernego krzesła jeszcze raz, aż do skutku. Muszę się podnieść, jakoś stanąć na nogi. Jakoś. Wydaje mi się to jednak misją niemożliwą. Nie pozwolę aby pokonało mnie krzesło, mistrz gier zostaje pokonany przez krzesło, jak to brzmi?!
Nagle jakaś dłoń pojawia się tuż przed moimi oczami. Co to? Kto to? Patrzę na rękę nic nie rozumiejąc w końcu chwytam za nią i zostaję podciągnięta do góry. Nie lubię, wręcz nie cierpię gdy ktoś narusza moją przestrzeń osobistą. Dlatego wyburczenie durnego "dziękuje" kosztuje mnie sporo wysiłku. Nie lubię kontaktów z ludźmi, jednak zmuszam się by spojrzeć na tego, który mi pomógł.
Tym kimś okazuje się Armin, nawet go toleruje więc spróbowałabym wysilić się na uśmiech jednak zapewne wyszedłby mi paskudny grymas, więc sobie to daruję. Mijam go bez większego zainteresowania i zmierzam do sklepiku za szkołą po energetyka mając nadzieję, że nie zaliczę gleby kolejny raz. Nie chcę mieć u nikogo długu, nienawidzę mieć długów.
Ledwo się wlokę ze wspaniałą puszką napoju energetycznego w ręce. Wypijam go duszkiem i powoli czuję jak wraca do mnie życie. Tego mi było trzeba. Wracam do żywych tym razem wygrałabym walkę z tym pieprzonym czworonożym obiektem bez niczyjej pomocy.
Siadam na ławce na dziedzińcu i wpatruję się w wygaszacz ekrany, tfu! Znaczy niebo, wpatruję się w niebo. Za dużo czasu spędzonego przed kompem, nawet jak na mnie.
-Nie wiedziałem, że organizują marsz zombie w naszej szkole. To wiele wyjaśnia.- Słyszę głos Alexego. On jest spoko, jedyna osoba w tej szkole (no może poza Rozą) której nie da się spławić i z którą się zadaję. Jest ogromnym optymistą i ten optymizm czasem mnie przytłacza, i daję to po sobie poznać, jego jednak nic nie rusza. Dosiada się do mnie i odgarnia niebieskie kosmyki, które opadają na jego oczy.
Posyłam mu tylko spojrzenie z ukosa.
-Ach daj spokój.-prycham.- Zarwałam noc by uczyć się do matmy, wyszło, że zapomniałam wszystko i jestem słaba jak gówno.- No pięknie Noemi, nawet Alexego okłamujesz.
-Wiesz co, może moglibyśmy pójść na schoping!-Jego oczy zaczynają niebezpiecznie lśnić, Alexy i zakupy to nie jest dobre połączenie, nie dla mnie. On potrafi przez kilka godzin atakować jeden butik i tak w końcu nic w nim nie kupując.-To zawsze dodaje mi energii.
-Ech... nie.-Próbuję się nie skrzywić. Nagle w głowie świta mi pewna myśl.Alexy kiedyś wspominał, że jego brat cały czas gra na konsoli. Może by skorzystać z tej konsoli? Jak to mówią tonący brzytwy się chwyta, a spróbować nie zaszkodzi. Po zajęciach mam około godziny zanim Nick wróci z zajęć klubu piłki nożnej i naskarży, że złamałam warunki szlabanu. Raz kozie śmierć w dodatku już niczym nie ryzykuję.
-Ej  a może wpadałabym do was? Wypilibyśmy kawę, pokazałbyś mi rzeczy, które kupiłeś ostatnio i mi o nich wspominałeś, co ty na to?-wypalam unosząc kąciki ust do góry. Alexy uśmiecha się do mnie szeroko.

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 1.

Noemi

3.00
Moje oczy postawione są na zapałki. Zaraz wleje w siebie kolejny litr kawy. Tek kto wymyślił ten napój jest bogiem, pałam do niego nieskończoną miłością.  Jedną ręką nastawiam kawę w czajniku elektrycznym koło mojego biurka, drugiej nie odrywam od myszki. Pijąc wspaniały napój cały czas obserwuję ekrany wokół mnie. Dzięki nim czuję się jakbym była tam naprawdę.
Gram przeciwko Niemu. Nie mogę przegrać, tym razem nie przegram, nie z nim. Jak ja cię nie cierpię „…”. Durny anonim.
Moje palce skaczą po klawiaturze. Mierzymy się na ciekawej arenie, na skraju wulkanu. Jest naprawdę natankowany, ale ma pecha, ja też jestem. Zamierza się na mnie mieczem, w ostatniej sekundzie schylam się i podcinam jego nogi. Na twarz wypływa mi uśmiech. Już jesteś mój. Już po tobie, myślę sącząc kawę.
Tym razem cię pokonam. Nie masz ze mną szans „…”. Tym razem „Shadow Hunter” cię zmiażdży. Zmiażdżę cię durny faceciku. Zostanie z ciebie mokra plama jak ze świeżo zmiażdżonego robala.
Jeśli i tym razem później uda ci się pobić mój wynik to znowu cię wyzwę na pojedynek i kurwa zajebie. Nie ważne ile razy z gościem wygrywam ten wraca na pierwsze miejsce jak pierdolony bumerang.
Jestem gotowa aby wyprowadzić cios biorę mocny zamach  i celuję w szczelinę na pancerzu pomiędzy napierśnikiem i hełmem, idealnie w żyłę. Jednak ten chuj w ostatniej chwili osłania się mieczem i odbija mój atak. Na sekundę tracę równowagę, anonim turla się w bok i staje na nogi. Nie mogę przestać atakować, nie mogę dać mu wybić się z rytmu. Udaję natarcie lecz uskokuję w bok w chwili gdy ten wyprowadza cios prosto w moje serce, biorę zamach i ostrze mojej włóczni wybija mu miecz z dłoni. Jest! I kto tu jest miszczu ja jestem miszczu zjebie!
Jak z tobą wygram to muszę pouczyć z tej durnej matmy. Jutro jest pierdolony sprawdzian, a ja nie chcę dostać kolejnej pały, chociaż myślę, że jest to nieuniknione. Ale ja lubię rzeczy praktycznie niemożliwe. Jednak jeśli tym razem obleję sprawdzian mogę się pożegnać z moim życiem. Z moim prawdziwym choć wirtualnym życiem. Tu rządzę i nikt (oprócz tego wkurwiającego anonima) mi nie podskoczy. Gram jako facet, kiedyś miałam konto gdzie pokazałam swoją prawdziwą płeć, ale nikt nie brał mnie na poważnie i wszystkie zjeby z gier nie dawały mi spokoju. Teraz jest lepiej nie muszę nikomu odpisywać „spierdalaj” po kilkaset razy, i naprawdę się liczę.
Cały czas atakuję, koleś jest już praktycznie martwy, nie może się przede mną obronić. Próbuje odeprzeć moje ataki jednak na próżno. Kopię go mocno w brzuch, ten pada. Na moją twarz wypływa uśmiech szaleńca, jak ja się cieszę z tej chwili!!! Jak ja się cieszę. Moja włócznia przebija jego pancerz, lecz wtedy ekran gaśnie. Nie!!!! Kurwa nie!
Klikam jak maniak, walę w komputer. Nagle na mnie pada jasność, że ja pierdolę. Moje oczy bolą. Zasłaniam je dłońmi, z piskiem spadam z krzesła i uderzam o podłogę kuląc się jak robak. Niech ktoś wyłączy to pierdolone światło!!!
-A widzisz? Mówiłem, że znowu grała. –z trudem otwieram moje piekące, wyjące z bólu oczy i patrzę na tego durnego zdrajcę i na moją matkę stojących w progu. Mój młodszy brat ma uśmiech szakala, parszywy zdrajca. Zemścił się, za to, że poprzednio naskarżyłam na niego jak wagarował z kolegami aby pójść na jakiś koncert. Zatłukę go!

Matka patrzy na mnie z mordem w oczach. Jestem martwa, żegnaj świecie, żegnaj internecie. Już nie żyję.

Anonim

Już 3.00. Muskam finezyjnie klawiaturę. Trzy, spore ekrany wpatrują się we mnie, oświetlają moją twarz. Jest dobrze.
Zawsze uważałem, że tankowanie się, to świetny pomysł; twoja przeżywalność wzrasta, a "naturalny" damage czyni cię potworem, wielką, grubą świnką, która może zniszczyć cały świat. Znowu z nim walczę. Shadow Hunter. Jak wrzód na dupie, tak dobry, jak ja. Nie zamierzam się z nim bawić. Też się natankował. Gra dość agresywnie.
Nasze wyniki są cholernie podobne.
Mam go już, kurwa, dość.
Co rusz przez tego chuja spadam z pierwszego miejsca na drugie. Na szczęście, gdy jest off-line szybko wracam.
Ja pierdolę.
Właśnie w takie noce, jak ta siedzimy i nienawidzimy siebie najbardziej, jak to możliwe.Shadow, dlaczego mi to robisz? Nie nudzisz mnie tak, jak robi to większość przeciwników. Co to, to nie. Masz inną taktykę. Inny umysł.
Nosz kurwa mać, padam! Nie mogę dać ci się zabić. Nie dostaniesz mnie tak łatwo. Słyszysz? Słyszysz, jak cię miażdżę? Rozumiesz już, że nie dasz sobie ze mną rady?
Jasne, że nie. Ty dalej będziesz myślał, że możesz coś zdziałać. Pewnie jesteś po prostu grubym, pryszczatym facetem po 25, który nic nie osiągnął w prawdziwym życiu, więc próbuje zdziałać coś tutaj w MOIM świecie. MOIM, rozumiesz?
Mój refleks właśnie uratował mi dupę. Odbiłem jego atak.
Jutro jebana środa. Sprawdzian z matmy. W środę. Ja pierdolę.
Kiedy gram to wszystko przestaje istnieć.
Uczę się całkiem całkiem. Mam trzy z większości przedmiotów. Tak, jak mój brat, Alexy. Ciągle się wpienia, gdy widzi, że nawalam. Idiota, nie pojmuje, o co w tym chodzi. Że to coś więcej niż gra.
Oczy mi się prawie zamykają. Już trzecia. O siódmej muszę wstać. Choćby skały srały.
Tylko wygram ten mecz. To mój punkt dumy. Boże, Hunter ma mój miecz! Jezu, Buddo, Szatanie! Dopomóż! Jebana włócznia. Halo, Boże, zrób czary-mary i go proszę, wypierdol!
Właśnie umieram. Mam kurwesko mało hp. Tyle mi chuj zabrał. Nie, to nie może się nie udać. Nie, proszę. Nie mogę być gorszy.
Nie... Proszę, do cholery jasnej, niech to się zmieni! Nie mogę tego do kurwy nędzy przegrać!


Chwila?
Co?
Shadow Hunter zniknął.
Po prostu, kurwa, wziął i zniknął.
Offline.
Ja to mam szczęście.
(Dzięki ci, Boże, czy coś)
Wygrałem to.
Nie wiem kto, nie wiem co, nie wiem jak, ale kocham siłę, która mu odjebała połączenie.

Prolog

Życie to głupia, nudna gra.
Codziennie mierzą się w niej miliardy użytkowników.
Tutorial trwa 18 lat.
Poziom trudności jest przydzielany losowo.
Wybór profesji zależy między innymi od pieniędzy.
Szkolisz się do profesji na drogich treningach.
A mimo to możesz jej nie zdobyć.
Wszyscy spierają się czy jest admin czy go nie ma.
Opłata za grę pożera większość twoich funduszy.
Misje są nudne i nie porywające.
Graficy się nie popisali przy tworzeniu świata.
Masz tylko jedno życie, jedną szansę.
Każdy dzień wygląda podobnie.
                                                    Nienawidzę nudnych gier
Kończy się mana, pasek życia jest na śmiesznie niskim poziomie.
Armor uszkodzony, pozostali w teamie są zajęci, dwoje nie żyje.
Mierzysz się z graczem na goldzie gdy ty jesteś zaledwie na silverze.
Nie przepuścisz żadnego wyzwania.
Wróg wyprowadza atak, robisz unik.
Obserwujesz słabe punkty.
Szczeliny pomiędzy łączeniami pancerza.
Odskakujesz i zadajesz cios krytyczny w upatrzone miejsce.
I tak kilkakrotnie, przeciwnik nie może cię trafić.
Atakujesz nie pozwalasz mu się podnieść.
Wygrywasz. Na twarz wypływa ci uśmiech.
Sprawdzasz wyniki.
Masz ochotę rozwalić monitor.
Rzucić czymś o ścianę.
Masz drugie miejsce.
Na pierwszym jest anonim.
                                               Nazywam się Noemi Griffin

                                         I tak wygląda mój świat.

Jestem trzema, okrągłymi kropkami. Takim możesz mnie zapamiętać. 
Ciągle najwyżej, często pierwszy. 
Mogę cię zdenerwować, ale módl się, aby nie zdenerwować mnie.
 Wygrywam, w kółko wygrywam. Jestem jak zaraza, rozumiesz? Możesz uciekać, biec najszybciej jak możesz, wszędzie mnie spotkasz. 
Nie możesz mnie pokonać. Chyba jednak do czasu. 
Kliknięcie tego zielonego guzika, który po części zdaje się mówić mi, jak mam „żyć” wyrzuca mnie na szarą ziemię, to tak, jakbym spadł i tak jeszcze kilometr pod nią.
                                                                               Anonim